Dlaczego mamy plagę dopalaczy? Paradoksalnie..., bo zwalczamy tzw.   miękkie narkotyki, zwłaszcza marihuanę... M.Dusza

Dlaczego mamy plagę dopalaczy? Paradoksalnie..., bo zwalczamy tzw. miękkie narkotyki, zwłaszcza marihuanę... Wyróżniony

Felietony Napisał  poniedziałek, 13 lipiec 2015 19:17 wielkość czcionki Zmniejsz czcionkę Powiększ czcionkę 0
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Ostatnie wydarzenia na Śląsku i jak się okazuje również w innych miastach kraju, m.in. w Rzeszowie to efekt nieskutecznej walki państwa z dopalaczami. Ale zdaniem niektórych analityków - to przede wszystkim, niewygodny dla władz, więc przemilczany, skutek niezgody na legalizację marihuany w Polsce.

Taka teza brzmi jak herezja, ale - jest w niej całkiem spore ziarno prawdy. Skłonność ludzi do używek jest dość powszechna. Można się na to oburzać, ale jak świat długi i szeroki - od plemion buszmeńskich po Manhattan - lubimy się odurzać. Jedni - okazjonalnie (urodziny cioci, ślub kolegi, zdany/niezdany egzamin itd....), drudzy - nałogowo. Ale niemal każdy z nas ma takie doświadczenia. Bo któż nie skosztował nigdy alkoholu? Jak wiele osób paliło lub wciąż pali papierosy?
Tak, proszę państwa, alkohol i nikotyna, to też są trucizny i substancje silnie uzależniające (szczególnie ta druga). Tyle że akurat obie, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym, są legalne, państwo czerpie spore korzyści z ich dystrybucji i dzięki temu żyjemy w nieco schizofrenicznej rzeczywistości. Bo niby są ograniczenia wiekowe w ich dostępności, niby państwo prowadzi profilaktykę, zwalcza patologie, ale..., budżet zasilają miliardy złotych uzyskanych ze sprzedaży obu tych trucizn.
Ktoś powie: - Na miły Bóg - skoro coś jest złe, niszczy zdrowie, rodziny, jego "zwalczanie" i leczenie skutków stosowania jest ogromnym obciążeniem dla budżetu państwa, to po co to wszystko? Niespecjalnie brzmi też argument - każdy dorosły ma prawo wyboru jak chce żyć. Dlaczego? Ponieważ trochę kuleje w zderzeniu z wybiórczością jego stosowania. Bo skoro silnie trujące i uzależniające papierosy są legalne, a na pewno nie bardziej szkodliwa marihuana - nie, to można się trochę w tym wszystkim pogubić.
Więc może zakazać wszystkiego?! Ha..., kuszące, ale w realnym świecie niemożliwe do realizacji. Nawet w rządzonych żelazną ręką krajach islamskich, istnieje używkowe "podziemie". Taką już mamy naturę - co zakazane, kusi bardziej...
Metody na "zakaz" przetrenowała już Ameryka i w czasach prohibicji wyhodowała sobie klany mafijne, żyjące z przemytu alkoholu, który w "trzeźwych" czasach lał się strumieniami i w nielegalnych klubach, i zaciszach domowych. Kiedy za Oceanem zrozumiano wreszcie, że zakazy powodują tylko tyle, że pieniądze ze sprzedaży grzesznego alkoholu trafiają w ręce mafiozów, a nie do budżetu, dano sobie spokój z prohibicyjną zabawą w kotka i myszkę.
Skoro ludzie piją i wciąż jeszcze palą, to lepiej mieć pod kontrolą ten rynek - dla maksymalizacji bezpieczeństwa i zysków państwa oraz dla minimalizacji nieuchronnych złych skutków używania tych substancji. I postawić na edukację, bo to zmiana podejścia do narkotyków przynosi największy skutek, a nie prześladowania i srogie kary dla uwikłanych w nałóg.

Właśnie ten argument powoduje, że kolejne kraje stawiają na legalizację np. marihuany - aby zminimalizować podziemie i odciąć handlarzy od pieniędzy. To z pewnością nie jest idealne rozwiązanie, to kompromis stawiający na większą efektywność  pozytywnych bodźców niż kar.

Polska władza, póki co, widzi inaczej te zagadnienia i stąd stanowcze NIE dla legalizacji marihuany (nawet stosowanej leczniczo!). Ale życie nie uznaje próżni. Skoro jest zapotrzebowanie, a "zwykła trawka" jest nielegalna, to zawsze znajdzie się "pomysłowy" handlarz, mający na usługach chemików, specjalistów prawa, no i stosowne pieniądze na rozkręcenie bardzo dochodowego "interesu".

I tak oto, walcząc z "trawką", wyhodowaliśmy sobie tysiąc razy groźniejszy "barszcz Sosnowskiego" (zainteresowanych odsyłam do Wikipedii - tam wyjaśniają skąd u nas ta roślina się wzięła i dlaczego...). Kolejne zaostrzenia prawa, akcje policji, wpisy na listę zakazanych substancji, to jak odcinanie głów hydrze - i tak wszyscy wiedzą, że prędzej czy później - odrosną... I to gorsze.

Jak rozwiązać ten skomplikowany splot zależności prawno-ideologicznych? Na dziś wygląda on na istny węzeł gordyjski. Opinie, jaką drogą powinna pójść Polska dzielą nasze społeczeństwo (jak wiele innych istotnych kwestii). Czy władza ma być żandarmem, czy nauczycielem? A może jednym i drugim po trosze...? Czas płynie, dopalaczowej hydrze odrastają głowy, bo wakacje to  narkotykowe "żniwa".
W rozwiązaniu problemu, wbrew pozorom, nie pomaga również okres przedwyborczy, bo nie sprzyja kontrowersyjnym decyzjom. Zatem raczej pójdziemy w stronę dalszego zaostrzenia prawa - to dobrze wygląda w mediach, a wizerunek w kampanii wyborczej, to rzecz bezcenna...
Oby zatem chemicy handlarzy dopalaczami byli mniej sprawni niż dotychczas, a policja i prawnicy bardziej skuteczni.

Tak do jesieni...

Tekst: Marek Dusza

 

 

Czytany 2809 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 14 lipiec 2015 03:40

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.