Dlaczego mamy plagę dopalaczy? Paradoksalnie..., bo zwalczamy tzw. miękkie narkotyki, zwłaszcza marihuanę... Wyróżniony
Ostatnie wydarzenia na Śląsku i jak się okazuje również w innych miastach kraju, m.in. w Rzeszowie to efekt nieskutecznej walki państwa z dopalaczami. Ale zdaniem niektórych analityków - to przede wszystkim, niewygodny dla władz, więc przemilczany, skutek niezgody na legalizację marihuany w Polsce.
Taka teza brzmi jak herezja, ale - jest w niej całkiem spore ziarno prawdy. Skłonność ludzi do używek jest dość powszechna. Można się na to oburzać, ale jak świat długi i szeroki - od plemion buszmeńskich po Manhattan - lubimy się odurzać. Jedni - okazjonalnie (urodziny cioci, ślub kolegi, zdany/niezdany egzamin itd....), drudzy - nałogowo. Ale niemal każdy z nas ma takie doświadczenia. Bo któż nie skosztował nigdy alkoholu? Jak wiele osób paliło lub wciąż pali papierosy?
Tak, proszę państwa, alkohol i nikotyna, to też są trucizny i substancje silnie uzależniające (szczególnie ta druga). Tyle że akurat obie, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym, są legalne, państwo czerpie spore korzyści z ich dystrybucji i dzięki temu żyjemy w nieco schizofrenicznej rzeczywistości. Bo niby są ograniczenia wiekowe w ich dostępności, niby państwo prowadzi profilaktykę, zwalcza patologie, ale..., budżet zasilają miliardy złotych uzyskanych ze sprzedaży obu tych trucizn.
Ktoś powie: - Na miły Bóg - skoro coś jest złe, niszczy zdrowie, rodziny, jego "zwalczanie" i leczenie skutków stosowania jest ogromnym obciążeniem dla budżetu państwa, to po co to wszystko? Niespecjalnie brzmi też argument - każdy dorosły ma prawo wyboru jak chce żyć. Dlaczego? Ponieważ trochę kuleje w zderzeniu z wybiórczością jego stosowania. Bo skoro silnie trujące i uzależniające papierosy są legalne, a na pewno nie bardziej szkodliwa marihuana - nie, to można się trochę w tym wszystkim pogubić.
Więc może zakazać wszystkiego?! Ha..., kuszące, ale w realnym świecie niemożliwe do realizacji. Nawet w rządzonych żelazną ręką krajach islamskich, istnieje używkowe "podziemie". Taką już mamy naturę - co zakazane, kusi bardziej...
Metody na "zakaz" przetrenowała już Ameryka i w czasach prohibicji wyhodowała sobie klany mafijne, żyjące z przemytu alkoholu, który w "trzeźwych" czasach lał się strumieniami i w nielegalnych klubach, i zaciszach domowych. Kiedy za Oceanem zrozumiano wreszcie, że zakazy powodują tylko tyle, że pieniądze ze sprzedaży grzesznego alkoholu trafiają w ręce mafiozów, a nie do budżetu, dano sobie spokój z prohibicyjną zabawą w kotka i myszkę.
Skoro ludzie piją i wciąż jeszcze palą, to lepiej mieć pod kontrolą ten rynek - dla maksymalizacji bezpieczeństwa i zysków państwa oraz dla minimalizacji nieuchronnych złych skutków używania tych substancji. I postawić na edukację, bo to zmiana podejścia do narkotyków przynosi największy skutek, a nie prześladowania i srogie kary dla uwikłanych w nałóg.
Właśnie ten argument powoduje, że kolejne kraje stawiają na legalizację np. marihuany - aby zminimalizować podziemie i odciąć handlarzy od pieniędzy. To z pewnością nie jest idealne rozwiązanie, to kompromis stawiający na większą efektywność pozytywnych bodźców niż kar.
Polska władza, póki co, widzi inaczej te zagadnienia i stąd stanowcze NIE dla legalizacji marihuany (nawet stosowanej leczniczo!). Ale życie nie uznaje próżni. Skoro jest zapotrzebowanie, a "zwykła trawka" jest nielegalna, to zawsze znajdzie się "pomysłowy" handlarz, mający na usługach chemików, specjalistów prawa, no i stosowne pieniądze na rozkręcenie bardzo dochodowego "interesu".
I tak oto, walcząc z "trawką", wyhodowaliśmy sobie tysiąc razy groźniejszy "barszcz Sosnowskiego" (zainteresowanych odsyłam do Wikipedii - tam wyjaśniają skąd u nas ta roślina się wzięła i dlaczego...). Kolejne zaostrzenia prawa, akcje policji, wpisy na listę zakazanych substancji, to jak odcinanie głów hydrze - i tak wszyscy wiedzą, że prędzej czy później - odrosną... I to gorsze.
Jak rozwiązać ten skomplikowany splot zależności prawno-ideologicznych? Na dziś wygląda on na istny węzeł gordyjski. Opinie, jaką drogą powinna pójść Polska dzielą nasze społeczeństwo (jak wiele innych istotnych kwestii). Czy władza ma być żandarmem, czy nauczycielem? A może jednym i drugim po trosze...? Czas płynie, dopalaczowej hydrze odrastają głowy, bo wakacje to narkotykowe "żniwa".
W rozwiązaniu problemu, wbrew pozorom, nie pomaga również okres przedwyborczy, bo nie sprzyja kontrowersyjnym decyzjom. Zatem raczej pójdziemy w stronę dalszego zaostrzenia prawa - to dobrze wygląda w mediach, a wizerunek w kampanii wyborczej, to rzecz bezcenna...
Oby zatem chemicy handlarzy dopalaczami byli mniej sprawni niż dotychczas, a policja i prawnicy bardziej skuteczni.
Tak do jesieni...
Tekst: Marek Dusza
Najnowsze od Marek
Skomentuj
Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.
